Mieszkanie na wsi: moje plusy życia poza miastem

128

Mieszkanie na wsi dla mieszczucha to nie lada wyzwanie. Mała chatka na końcu wsi, samotność, cisza i ciemność. Gdzie te plusy?

Nie wiem, czy pamiętacie, ale jakiś czas temu mieszkałam już za miastem. Ten etap zakończył się wraz z zakończeniem związku, wróciłam do Warszawy. W wygodnym mieszkaniu żyłam ponad 2 lata.

Dziś jestem na wsi, na pograniczu Mazowsza i Podlasia. Mieszkam tu od marca 2020 i nie wiem, na jak długo zostanę. Moje tęsknoty za życiem blisko natury spowodowały, że bez zastanowienia spakowałam kartony. Decyzja nie była efektem sytuacji epidemicznej, zbiegło się to w czasie.

Bliskość natury

Gdy mieszkałam w Warszawie, prawie każdy weekend spędzałam poza nią. Wiosną, latem i wczesną jesienią, a nawet zimą pędziłam na wieś, by choć przez chwilę dotykać drzew i cieszyć oczy przestrzenią.

Na wsi mieszkam od marca, więc poznałam świeżość wiosny, energię lata i melancholię jesieni. Teraz doświadczam swojej pierwszej zimy w małym białym domku.

Mam swoje ulubione spacerowe trasy: piaszczystą drogę przez sosnowy las, która prowadzi na rozległe pola. Na nich gdzieniegdzie, tuż przy drodze, rosną niewielkie skupiska świerków, a po prawej stronie drogi, między jednym a drugim polem, można wejść w mały brzozowy lasek.

Droga przez pola prowadzi do lasu, leśna ścieżka z kolei do innej wsi. Można iść prosto albo lekko zakręcić, iść przez pola, aż do Szamana, który w ciepłe pory roku mieszka w indiańskim tipi, a teraz – zimą – w ziemiance.

Cykle życia

Wiosną, gdy wszystko budziło się do życia, ze sporą niepewnością, jakbym była zawstydzona przed Matką Naturą, spacerowałam po tych polach. Z dnia na dzień, razem ze słońcem, z rosnącym zbożem i wzrastającą zielenią, odkrywałam swój zachwyt nad przyrodą. Spacery przed zachodem słońca latem były niesamowitym doświadczeniem. Złocące się pola wyglądały jak wielki skarbiec do odczuwania wdzięczności. Z kolei wczesne poranki w lesie, gdy pierwsze promienia słońca przedostawały się niemrawo przez drzewa, a pola obejmowała mgła, otwierały serce i pozwalały zapomnieć o wszystkim. Tonęłam w tych leśnych spacerach (ba – raz nawet zgubiłam się na grzybach!)

Zrywanie skrzypu, pikniki na środku pola, planszówki w lesie, zabawy na belach, szukanie grzybów, milczenie z drzewami i oddychanie świeżym powietrzem – tego nie da się opisać.

Zima też zaczyna mi się podobać! Gdy spadł pierwszy śnieg, cieszyłam się jak dziecko! Nawet ta szarość, deszcz i mgły mają w sobie majestatyczną wartość. Bycie blisko cyklu natury, doświadczanie go i codzienna obserwacja są moim sposobem na spokój i odczuwanie szczęścia. Właśnie za to kocham mieszkanie poza miastem.

126300963 199714791528197 8896755927033477309 n

Mniej stresu, więcej czasu

Głośne miasto powodowało u mnie ciągle poczucie stresu. Spędzanie około 2 godzin dziennie w korkach, brak czasu na budowanie relacji z przyjaciółmi, na własny rozwój.

Być może innym osobom mieszkającym w mieście udaje się to robić – prowadzić niestresujące życie. Ja nie umiałam. Stres odbijał się na moim samopoczuciu, nie umiałam dobrze radzić sobie z emocjami, z komunikacją z ludźmi. I choć wiedziałam kim jestem, czego pragnę, moje czucie było zablokowane. Byłam zamknięta wewnętrznie. Dziś się budzę! Na wsi życie toczy się wolniej, spokojniej, bez ciągłego biegu.

119144465 325368261869579 1785511206981567328 n

Żyje się zgodnie ze słońcem, z naturą. Ten czas, od marca do dziś pozwolił mi odkryć nowe możliwości, nowe problemy. Dał szansę na poukładanie siebie. Dziś praktykuję wdzięczność, miłość do samej siebie i do innych.

Czas na rozwój i pasje!

Szum miasta, stres i życie w biegu powodowały we mnie dziwną niechęć do pro rozwoju. Wracałam do domu, wychodziłam z psem, gotowałam. Ćwiczyłam, chodziłam na zajęcia. Wszystko zapięte w taki harmonogram, że spotykanie się z przyjaciółmi wymagało minimum 3-tygodniowego wyprzedzenia. Abstrakcja, prawda? Wiem, że teraz sporo się zmieniło, jednak wtedy, w tamtym okresie, właśnie tak to u mnie wyglądało.

Nie zrezygnowałam z ćwiczeń, a nawet zaczęłam biegać! Częściej widzę się z przyjaciółmi, mam energię i motywację do codziennego wstawania o 5.55, mam czas na czytanie, pisanie, gotowanie, na beztroskie patrzenie przez okno. Te 2 godziny bez korków i wzmacniające otoczenie wiele mi dały.

Czy pozostanę na wsi?

Chciałabym i taki mam plan. Jednak wiem też, że życie potrafi nam robić piękne niespodzianki. Jeszcze kilka miesięcy temu nazywałam ten stan: przerwa od życia. Teraz wiem, że to jego część, żaden przystanek, przerwa czy sielanka. Przecież jestem, żyję i idę dalej.

Wiem, że kocham to miejsce, tych ludzi, otoczenie i sposób życia.

A minusy?

Jest ich również kilka, ale o tym pewnie innym razem 🙂 Jeśli będziecie oczywiście ciekawi.

pozdrawiam wiejsko!

 

Zdjęcia: Photo by Justa

Join the Conversation

  1. Anonim says:

    Ten artykuł jest naprawdę wartościowy i pełen wysokich wibracji ?

    1. Vege Szamanka Author says:

      dziekuję :))

  2. Klaudia says:

    Super, że masz takie miejsce. Ja też od 2 lat przebywam na wsi i nawet obecna sytuacja na świecie dzieje się dla mnie jakby w oddzielnej galaktyce… Wszystkiego dobrego 🙂 🙂

    1. Vege Szamanka Author says:

      dziękuję 🙂 Życzę wszystkiego dobrego! Wieś jest super :)))

  3. Straszliwie zazdroszczę.. ale tak pozytywnie. Sama niby mieszkam obecnie na wsi, ale wieś wsi nie równa. Marzy mi się żyć na takiej prawdziwej wsi, takiej właśnie z opisu wyżej. Wierzę, że zamieszkam, ale jeszcze trochę przede mną 🙂
    Pozdrawiam gorąco, miłego dnia.

    1. Vege Szamanka Author says:

      tego też Ci życzę 🙂 Pozdrawiam ciepło i wszysttkiego dobrego <3

  4. Seba Stian says:

    Poprosie o minusy.
    Od dawna marze o wsi i sie jej boje .. wiejskiej spolecznosci, samotnosci, poczucia ugrzezniecia, drogi do wyhamowania – czyli, bezpowrotnie odwykniecia od zycia w miescie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Close
VegeSzamanka © Copyright 2022. All rights reserved.
Close
%d bloggers like this: